środa, 1 czerwca 2011

DUNAJECKIE MENTOSY! ;)

charakterystyczny wąs miętusa:)
        W naszych słodkich polskich wodach występuje jeden jedyny przedstawiciel gatunku ryb dorszowatych - MIĘTUS - bo o nim mowa, piękny marmurkowo ubarwiony z charakterystycznym jednym wąsem pod pyskiem, ceniony zarówno przez wędkarzy jak i smakoszy oraz szefów kuchni. 
        Czy trudno złowić miętusa?? Ledwo miarowe "sznurówki" zdarzają się dość często w miejscach oczywiście, gdzie miętus jest, ale większe, medalowe okazy - powoli zastygają w bursztynie opowieści starych wędkarzy. 
          Jedną z takich opowieści pragnę się z wami podzielić.
           Nie była to typowa pogoda na miętusa. Bo jak się utarło - na miętusa najlepsza jest pogoda pod psem- zimno, wiatr, deszcz czyli taka, podczas której nikt nie odważył by się wystawić nosa za drzwi, ale ta taka nie była, odważę się powiedzieć, że jak na listopad to była nawet znośna, średni wiatr, chłodnawo, ale ubrani z Kamilem w ciepłe kurtki i czapki byliśmy w pełni gotowi na kolejną przygodę. 
         Na łowisko dotarliśmy późnym popołudniem. Mocno pomarszczona woda Dunajca poniżej zapory w Czchowie odbijała jeszcze resztki słońca. Kamil korzystając z tego, że jest jeszcze jasno zarzucił z gruntu na żywca niedaleko brzegu. Ja rozłożyłem wędki, rzuciłem na rosówki i szykowałem stanowisko do nocnego połowu.
rozstawianie sprzętu przy zachodzącym słońcu.
  Szybko się zorientowaliśmy, że nasze miejsce tego dnia różniło się od tego, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Była znacznie wyższa woda, a zarazem i silniejszy uciąg więc wkrótce zmuszeni byliśmy założyć prawie wszystkie gruntowe obciążniki jakie posiadaliśmy, żeby prąd nie znosił naszych zestawów. 
         Zanim jeszcze zaszło słońce Kamil zaliczył porządne branie na żywcówce. Okazało się, że jego taktyka odniosła skutek, bo chwilę później w podbieraku wylądował półmetrowy szczupak. Po jego walce można było wnioskować, że jest o wiele większy, ale doszliśmy do wniosku, że ponieważ jest tu nie mały prąd to i ryby muszą być bardziej krępe i umięśnione;) 

Kamil z 50cm szczupaczkiem
           Chwilę później zapadł zmierzch więc czekaliśmy już tylko na ryby nocne: miętusa, sandacza i węgorza.  O ile na tego ostatniego było już trochę za późno i za zimno to prawdopodobieństwo złowienia dwóch pozostałych było duże. Tak więc z zarzuconymi wędkami (jedna na rosówkę, druga na filecik z uklejki)  z założonymi na wędkach dzwoneczkami i grzejąc się raz po raz przy ognisku - czekaliśmy na brania. 
Bez ogniska i ciepłych kiełbasek ciężko było by przetrwać chłodną listopadową noc :)
         No i zaczęło się... Zaczęło wiać... Oprócz dużego uciągu rzeki musieliśmy zmagać się z nieprzyjemnym wiatrem. Który jak na złość poruszał dzwoneczkami sprawiając złudzenie brań. Po pół godziny dzwoniło nam wszędzie, z każdej strony, wiec nie pozostawało nam nic innego jak czuwać przy szczytówkach wędek, dokładnie je obserwując w oczekiwaniu na ich drgania.  
w oczekiwaniu na brania....
        Około godzinę po zmierzchu zaczęły się pojawiać pierwsze brania. To na rosówkę, to na filecik, ale zmyleni wiatrem i dużym uciągiem nie mogliśmy przyciąć ryby. Po wymianie spostrzeżeń i wzajemnej konsultacji postanowiliśmy czekać na porządne szarpnięcie - pewne branie. I opłaciło się:) 
           Zaczęliśmy co jakiś czas wyciągać ryby, raz mniejsze, raz większe. Te małe, nawet miarowe, ale nie wiele ponad 25cm trafiały od razu z powrotem do wody. Trafiały się i większe po trzydzieści parę cm, aż w końcu zauważyłem porządne branie na jednej z wędek, poczekałem jeszcze chwilę, aż końcówka zadrga ponownie i bez wahania podciąłem. Poczułem na kiju coś mocniejszego, wiedziałem ze to nie jakiś mały konus, tylko coś większego. 
medalowy miętus 49cm
-Albo porządny miętus, albo średni sandacz. - krzyknąłem do Kamila - Szykuj podbierak. 
Chwilę później naszym oczom ukazał się miętus jakiego nikt z nas jeszcze nie złowił. Półmetrowy okaz robił wrażenie. Ja zaś byłem w pełni uradowany, że pobiłem rekord życiowy i zarazem złowiłem pierwszą medalową rybę:) 
dwa największe okazy tej wyprawy:)
          Od tego czasu coroczna wyprawa na Dunajeckie Mentosy wpisała się na stałe do naszego kalendarza wędkarskiego. Nasze miejsce nigdy nas nie zawiodło i zwykle łowimy tam ładne miętusy.  

Dunajec poniżej zapory w Czchowie - trudne łowisko, które wspaniale potrafi wynagrodzić wytrwałego wędkarza.
          Nasza przygoda obala zaś mit jakoby ładnych miętusów w polskich wodach nie było. Ryba jest jeśli chce się jej poszukać. A czasem warto ubrać się cieplej, założyć kalosze i zmagając się z przenikliwym zimnem jesiennej słoty stawić czoło Marmurkowym Drapieżnikom. 

pozdrawiam
pabis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz